MŁODZI PISZĄ O KASIE
1

3 sprawdzone sposoby na pierwszą kasę w Internecie

Zapewne wiesz albo przynajmniej słyszałeś, ile to osób żyje tylko z kasy zarobionej na pokazywaniu swojej twarzy, butów czy gier w internecie. Niby wiadomo, jak to działa, ale chcesz zacząć i nie wiesz z której strony, od czego? Mam coś dla Ciebie! Oto 3 sposoby na pierwszy hajs z internetu.

1. Instagramowy fejm, czyli król Indahash.

Jeśli jesteś instagramowym fejmem – Indahash to coś dla Ciebie! Zacznijmy od początku. Aplikację ściąga się na telefon, następnie trzeba się zarejestrować i połączyć konto z kontem instagramowym. A później czekamy. Czekamy. Czekamy… Ja czekałam dokładnie trzy dni na zweryfikowanie mojego konta. Nie wiem, w jaki sposób to robią, ale ta cała procedura ma na celu wykluczenie kont, które mają wykupionych obserwatorów, sztuczne linki itd.

Jeśli weryfikacja, skończy się sukcesem otrzymacie dostęp do menu z listą kampanii, w których można wziąć udział. Każda kampania ma określoną minimalną liczbę obserwujących, jaką trzeba posiadać na swoim Instagramie, żeby wziąć w niej udział. Przeważnie do wyboru jest ok. 5-10 kampanii dla różnych marek, których podgląd znajduje się w oknie głównym. Hakiem jest to, że nie zobaczysz warunków kampanii, jeśli nie masz odpowiedniej liczby fallowersów do wzięcia w niej udziału. Dolnym progiem jest posiadanie przynajmniej 1000 obserwujących (tylko raz widziałam akcje na 700), górnego – jak wiadomo – nie ma.

Twój zarobek z jednej kampanii to wartość skrupulatnie obliczana, na podstawie ruchu na twoim koncie — odczytasz go w jednej z kolejnych zakładek z menu. Dla przykładu: mając 700 obserwujących, moja stawka za kampanię wahała się między 2,49 zł a 3,23 zł. Nie jest to zbyt duża kasa za sfotografowanie się z produktem konkretnej marki (który notabene sam musisz kupić) i wrzucenie tego zdjęcia do neta często z narzuconymi hasztagami i opisem. Na forach widziałam wpisy dziewczyn, które twierdziły, że mają stawkę ok. 300 – 400 zł przy posiadaniu ok. 140 tys. obserwujących. Czy to prawda? Nie wiem. Nie doszłam do tego etapu. Po kilku dniach usunęłam konto. Może wypróbuję aplikację jeszcze raz, kiedy moje konto nabawi się więcej obserwujących… Jak na razie to dla mnie gra niewarta świeczki.

2. #BOGACZBLOGER #HAJSZYOUTUBA

Prowadzisz kanał na YT lub bloga? Świetnie, to zacznij na nim zarabiać! Tylko nie rzucaj teraz roboty, bo rozpoczynasz karierę youtubera czy blogera! Nie, nie to tak nie działa… Nie oczekuj cudów. Żeby zarobić np. na YT potrzebujesz mieć oglądalność, a przy blogu, analogicznie, liczy się ilość wyświetleń strony.

Na moim przykładzie. Prowadziłam kanał YT – o rysowaniu i pokrewnych rzeczach. Żeby zarobić 1 zł potrzebowałam ok. 1,5 tys. wyświetleń filmu. Łatwo policzyć, że żeby zarobić ok. 500 zł miesięcznie, potrzebujesz ok. 750 tys. wyświetleń co miesiąc! Zakładając, że wrzucasz 8 filmów miesięcznie, każdy powinno obejrzeć ok. 93 tys. osób. Jak widzisz to nie łatwa sprawa, a ściągnięcie takiej oglądalności może naprawdę długo trwać, ale jest to możliwe. Jeśli masz sporo wolnego czasu, który będziesz w stanie zainwestować, to uważam, że warto. Dodatkowo ciekawy pomysł, własny styl, dużo cierpliwości i samozaparcia, a wtedy na pewno się uda!

Jeśli chodzi o stronę techniczną tego wszystkiego, czyli włączenia reklam do swoich treści, to trzeba zacząć od znalezienia tzw. sieci partnerskiej — czyli pośrednika między Tobą, a reklamodawcami. Najpopularniejszy jest Adsense (trafiona nazwa) od Google. Zakładasz konto, łączysz je ze swoim kanałem lub blogiem, akceptujesz dziesiątki regulaminów, następnie czekasz na list weryfikujący Twój adres. Po 2 tygodniach list powinien być u Ciebie — wtedy trzeba już tylko przepisać z niego kod do swojego konta w Google i… Możesz zarabiać! Ale, uwaga! Żeby zarabiać na treściach, które udostępniasz, musisz mieć do nich pełne prawa do użytku komercyjnego (np. licencję lub korzystać wyłącznie z utworów własnych). Ponadto reklamodawcy nie lubią ostrych tematów, wulgaryzmów i wszystkiego, co można skojarzyć negatywnie. Po prostu nie chcą przy czymś takim reklamować swoich treści, więc musisz uważać, żeby Twoje treści były w miarę… Poprawne 🙂

Minimalna kwota, jaką możesz wypłacić z adsense to 300 zł. Oznacza to, że jeśli nie zarabiasz zbyt szybko, to żeby wypłacić kolejny raz swój hajs, musisz poczekać, aż Ci się do tych 300 zł uzbiera… Ja wypłaciłam swoje pierwsze 300 zł od razu po przekroczeniu progu (po roku prowadzenia kanału, 50 filmach i ok. 400 poświęconych dla tego celu godzinach) i oczywiście, pobiegłam prosto na zakupy! 🙂

Sieci partnerskie można zmieniać, ale myślę, że na początek adsense jest najlepszy.

3. Freelancer #befree

Zawód przyszłości? Nie, to zawód teraźniejszości! Freelanceer to tzw. wolny strzelec. Pracuje, kiedy chce i gdzie chce. Opcji jest dużo, to czego już próbowałam to:
∙ zdjęcia na zamówienie — ktoś potrzebuję zdjęć swojego produktu? Zrób je! Mnóstwo firm poszukuje półprofesjonalnych fotografów, którzy zrobią im kilka zdjęć na stronę czy Facebooka, bez wydawania kosmicznych sum. Wystarczy Ci w miarę dobry aparat 🙂
∙ grafika na zamówienie — plakaty, ulotki, wizytówki – mnóstwo zleceń! Wystarczy tylko się pokazać 🙂
∙ prowadzenie Facebooka i Instagrama — już każda restauracja, bar czy sklep chcą istnieć w Internecie. Dlaczego im w tym nie pomóc?

Jak dokładnie wyglądała moja praca jako freelancer, ile zajmowała mi czasu i ile na tym zarobiłam, dowiecie się z kolejnych tekstów, które wkrótce się pojawią! Napiszcie na czym Wy zarobiliście swoje pierwsze internetowe hajsy, z chęcią dowiem się czegoś jeszcze 🙂

  • Karol Kondracki

    Mam zamiar dorobić internetowe hajsy jako freelancer. Zakładam konto w serwisie Upwork. Można robić na przykład tłumaczenia z różnych języków na angielski 🙂 bardzo fajny tekst i trochę mnie uświadomił, bo w głowie układa mi się wizja mojego kanału na YT.

czytaj również