MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

Andrzejki? Najfajniejsza impreza to domówka

Tomek Uniszewski

Dynie w promocji, znicze na wyprzedażach, „Last Christmas” w radiu i Mikołaj na Coca-Coli? To może oznaczać tylko jedno – jest początek listopada i już za parę tygodni Andrzejki!

Ostatnimi laty pewne kalendarzowe święta zwykło się świętować imprezami. Zdarzało mi się bywać, a nawet przebierać się na imprezach z okazji Halloween, choć strój był raczej minimalistyczny (w tym roku był to garnitur i plakietka z nazwiskiem Krzysia z „Kubusia Puchatka” oraz logo korporacji wycinającej lasy). Za trudne, musiałem tłumaczyć 😉 Dniem świętym, który święce co roku z przyjemnością jest dzień Św. Patryka, którego czcimy wieloma pintami Guinnessa, a następnie kilkoma pintami Guinnessa. Andrzejki do mnie nie przemawiają, to nie mój klimat.

Ciekawi mnie natomiast, jak Wy, Czytelnicy, świętujecie podobne numerki w kalendarzu.

W moim przypadku da się zauważyć pewną prawidłowość. „Impreza” prawie nigdy nie jest imprezą. To po prostu wypad wieczorem na kufelek albo siedem. Zmienia się tylko okazja i wystrój. Na Halloween wokół kłębią się wilkołaki i Harley Quinn, a na Św. Patryka wyrastają morza zielonych kapeluszy. No dobra, tu przynajmniej można gdzieniegdzie potańczyć.

Siedzimy, śmiejemy się, pijemy. Czasem weźmiemy udział w jakiejś zabawie, jak na przykład konkurs strojów w warszawskim Paradoxie. Ale gdzieś u źródła to kolejny wypad na piwo. Wydajemy podobne pieniądze, rano podobnie pęka nam głowa.

Andrzejki

Może to kwestia skali. Impreza według mnie powinna trwać przynajmniej dobę i być domówką. Cała reszta to event połączony z wypadem na piwo. Imprezy są droższe, wypady tańsze, przynajmniej pozornie. Pomaga to przekonać samego siebie, że stać mnie na wyjście, bo przecież to „tylko jedno piwo”. W praktyce jednak jest na odwrót – knajpiane eskapady kosztują nas więcej niż piwo z promocji w markecie kupione en masse i najtańsze paluszki na zagrychę.

To po co nazywać to imprezą? 😉

nie_pije
Wyobrażacie sobie imprezę bez alkoholu?

 

Wprowadzanie takich odrębnych kategorii nie pomoże Wam zaoszczędzić ani grosza. Jeśli odpuścicie sobie wyjście na Andrzejki, a zasiedzicie się w knajpie z kolegami, wyjdziecie na zero. Łatwo przekonać samego siebie, że nie wydaje się dużo na alkohol, skoro byliśmy „tylko” na dwóch imprezach i do tego trzy razy na piwku i na dwóch kieliszkach wina z psiapsiółą. Bzdura. Piliście dwa razy w tygodniu przez miesiąc.

Im tych kategorii będziecie mieć z tyłu głowy mniej, tym łatwiej będzie kontrolować te wydatki i tym trudniej będzie Wam oszukać siebie i budżet.

Zostawiam Was z tą myślą. Miłej imprezy 😉

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej.

czytaj również