MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

Czy można przeżyć tydzień za grosze?

Tomek Uniszewski

Organizacja urodzinowej imprezy na koniec miesiąca to doskonały pomysł, pod warunkiem, że jesteśmy w stanie tak zaplanować wydatki, by móc wykarmić zarówno gości podczas zabawy jak i siebie do końca miesiąca. Jak sądzicie, udało się?

Nie do końca… 😉

Sałatki, grzanki, pizza rollsy (warto umieć je robić!) na imprezę to idealne rozwiązanie, szczególnie, gdy spodziewamy się dużej liczby gości. Da się je też zrobić w jedno pracowite popołudnie, a potem otworzyć piwo i czekać na gości. O czymś zapomniałem, prawda? Ach, tak.

Budżet.

Zaplanowałem, że wydam na jej  organizację ok. 250 zł i spokojnie przeżyję oszczędnie ostatni tydzień miesiąca za 100 zł. Brzmi wykonalnie, prawda? Za takie pieniądze można zrobić naprawdę dobrą imprezową szamkę w sporej ilości, pod warunkiem, że odwiesi się na kołek kupowanie najlepszych produktów i postawi na prostotę. Budżet jednak się rozjechał, tuńczyk był drogi a na sam koniec zapomniałem, że jako gospodarz wypadałoby zadbać, by było czym wypić zdrowie.

Impreza była super. Zostało mi po niej trochę jedzenia, łyk wódki oraz 4,40 zł na koncie. Kupiłem wieczorne piwo, redukując stan konta do tytułowej kwoty i, relaksując się, zacząłem planować.

Miałem oczywiście trochę oszczędności, ale w obliczu czekających mnie w listopadzie czterech wyjazdów, w tym dwóch zagranicznych, nie chciałem tych oszczędności naruszać.

Poza tym gdzie tu fun? 😉 Zapraszam do lektury zapisu mojego dietetycznego tygodnia!

DZIEŃ PIERWSZY:

Szybka kalkulacja: co po imprezie psuje się najszybciej? Sałatki. Porcja sałatki z tuńczykiem na śniadanie, umycie zębów, guma do żucia i można śmigać do pracy! W pracy druga porcja sałatki z tuńczykiem. Oj dajcie spokój, nie pachnie aż tak intensywnie. Ostatnio ktoś w mikrofali odgrzewał rybę, jego się czepiajcie. Wieczorem w domu – tak, zgadliście…

Jak na złość, kończa mi się niemal wszystkie higieniczne utensylia. Dezodorant jeszcze jest, ale mydło i szampon dogadały się i skończyły jednocześnie. Jeszcze nigdy tak nie cieszyłem się, że mam mały podróżny żel pod prysznic z ostatniego wypadu 😉

DZIEŃ DRUGI:

Na śniadanie tosty z resztkami sera z koreczków, kiełbasą oraz sosem do nachos. Brzmi pysznie, jest pyszne! Kawa: brak. Skończyło się mleko. Wychodzę z domu śpiący i zły. Po drodze OBJAWIENIE! Darmowa kawa każdego ranka w McDonald’s. Dzięki, Ronald, może nie jesteś taki zły!

W pracy GYROS! Nie, nie pyszny gyros z frytkami i tzatzikami. Sałatka gyros. Na obiad. Sałatka na obiad. Niech to dobrze wsiąknie 🙁

DZIEŃ TRZECI:

Mam dość, dość, dość. Przynajmniej skończyły mi się sałatki. A to oznacza tosty na śniadanie, a następny posiłek dopiero wieczorem, po pracy. Ale podejmuję decyzję: niech to będzie normalny obiad. A co można zrobić, gdy zostały drożdże, resztka sera i mnóstwo pozostałości po warzywno-mięsnych koreczkach? Dwie pyszne pizze! Jestem uratowany!

DZIEŃ CZWARTY:

Pizza na lunch i pizza na obiad. Ten dzień to bajka, bajka! Jak dotąd żyję, nie wydałem ani grosza z oszczędności i żyje. Mimo wszystko całe morze miodu musiała uzupełnić łyżka dziegciu: żołądek zaczyna mi się buntować. Czyżby podwawelska na pizzy nie była tak świeża jak sądziłem?

DZIEŃ PIĄTY:

Dowiedziałem się dziś, że na pobliskiej stacji benzynowej po godz. 18 wyprzedają drożdżówki po złótówce. Ale! Nie mam złotówki. Zaczyna być nieciekawie. Na śniadanie zjadam ostatnie tosty (już bez sera) po czym wegetuję w pracy przez osiem godzin. Na wieczór mam makaron, oliwę i czosnek. Albo, jak kto woli, penne aglio e olio! Prostszego makaronu zrobić się po prostu nie da, chyba że będziecie chrupać go na sucho. Na wierzch rukola i voilá!

DZIEŃ SZÓSTY:

Jest, jest pensja! Jestem uratowany! A skoro mam finansowy backup, a do końca miesiąca jeszcze dwa dni, to może pociągnijmy tę zabawę jeszcze chwilę? Kolejny dzień delektuję się wspomnianym penne i wegetuje sobie radośnie i planuje jutrzejsze kuchenne rewolucje. Bo kolejny dzień to już…

DZIEŃ SIÓDMY:

A że dzień święty trzeba święcić, to rzucamy oszczędność w kąt i przygotowujemy pyszne curry z kurczakiem i cytryną, dobre grzane wino i wieczór filmowy z Połówką. Wspólne gotowanie to świetna randka 😉 Trochę oszukałem, bo to wciąż październik, ale ile można!

Tak oto przeżyłem za 40 groszy tydzień oraz nauczyłem się, że na posiadanych w domu produktach można naprawdę nieźle przeżyć, a kreatywność w operowaniu resztkami imprezowymi może dać naprawdę niezłe rezultaty.

A co Wy robicie, gdy zostaje dużo miesiąca na koniec pieniędzy?

Piszcie!

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej. [EDYCJA 2016/2017]

czytaj również