MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

Ebooki to oszczędność hajsu

Tomek Uniszewski

Zaczęło się, gdy miałem jakieś 4-5 lat i nauczyłem się czytać. Gdy inne przedszkolaki czytały po dwie strony książeczki, ja wciągałem całe „101 dalmatyńczyków”. Od tego czasu staram się nie zwalniać.

Książki od zawsze były częścią moich wieczorów, poranków, weekendów i podróży autobusem do szkoły, pracy lub na studia. Zmieniała się natura dzieł, zmieniał się nośnik, ale zawsze były. Jeszcze parę lat temu spokojnie czytałem kilkadziesiąt książek rocznie i ciągle było mi mało. Teraz z bólem przyznaję, że jest tego mniej.

Ale po kolei 🙂

Fantastyka zadomowiła się na dobre w moich gustach literackich dawno, dawno temu. Zbiegło się to w czasie z pierwszym przeczytaniem „Władcy Pierścieni”. Przypadek? Nie sądzę. Od tego czasu biblioteczka była uzupełniana regularnie o pozycje z tego gatunku przeze mnie, jak i przez mojego Tatę, którego sprawnie zainfekowałem fantastyką, sci-fi i wszelkimi gatunkami pokrewnymi. Wystarczyło rozdać parę lajków na Fb, żeby być na bieżąco z tym, co kto napisał i kiedy będzie premiera.

Moje zainteresowania utrudniły nieco korzystanie z bibliotek, ponieważ mają one zwykle dział z fantastyką jeśli nie ubogi, to pełen klasyki. Howard, Zelazny, Tolkien, R. R. Martin – zawsze. Kossakowska? Gorzej. Gołkowski? Zapomnij. Nie pomógł też fakt, że mieszkaliśmy pod Warszawą i biblioteki pod ręką zwyczajnie nie było. Kończyło się to zatem częstymi wizytami w Empiku i regularnym korzystaniem z promocji „Kup 3, zapłać za 2”, którą ten sklep bardzo lubi. Ceny nowych książek są jednak wysokie i cieszyłem się, że biblioteczkę zasilam razem z Tatą. Książki powinny być tańsze 🙁

biblioteczka_fantastyka_1
Tak wygląda fragment mojej domowej biblioteczki

 

Byłem od zawsze zwolennikiem książek papierowych, nawet, jeśli wymagało to ode mnie codziennego wożenia ze sobą na uczelnię przyciężkiego „Starcia królów”. Nie miałem problemu z ciężka torbą, jakoś też udawało mi się rozwiązać kwestię zabierania książek na wyjazdy. Tym, co ostatecznie przekonało mnie do e-papieru były… pieniądze. Gdy w pewnym momencie przez dwa miesiące nie przeczytałem książki, bo nie miałem pieniędzy na jej zakup, doszedłem do wniosku, że pora na czytnik. Udało mi się go wygrać i zostałem szczęśliwym posiadaczem Onyxa Boox i90. Miał wtedy przewagę nad Kindlem, przynajmniej w moim odczuciu. Dotykowy ekran, przyciski i obsługa wszystkich niemal możliwych formatów? Biorę! Onyx służył mi przez jakieś 4 lata, po czym przeszedł na zasłużoną emeryturę, a ja dostałem Kindle’a po Mamie, której nie przypadł do gustu. Korzystam do dziś.

Nie zamieniłbym już czytnika na papier w codziennym, zabieganym życiu. Mały, poręczny i mieści bibliotekę. Podobne cechy ratowały mnie także w podróży, gdy każdy kilogram na plecach ma znaczenie. Brakuje mi zapachu papieru, tuszu drukarskiego i pierwszego otworzenia książki, ale plusy e-papieru to rekompensują. Z przyjemnością jednak czytam papierowe książki wieczorem, do poduszki – ostatnio nieco rozczarowujący „Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Plusy czytnika to także większy dostęp do książek anglojęzycznych, które pojawiają się w sieci dużo wcześniej, niż ktoś wpadnie na pomysł sprowadzenia ich do Polski. Już nie muszę czekać na premiery! Dodatkowo można czasem złapać fajne pakiety książek – jeden z takich pakietów czytam od roku i wciąż nie mogę go skończyć 😉

Fantastyczna biblioteczka została za mną w domu rodzinnym, natomiast aktualnie moja niewielka półka z książkami papierowymi jest zapełniona głównie archiwalnymi numerami NatGeo, książkami o fotografii i anglojęzycznymi bestsellerami. Znajdzie się tam także miejsce dla kilku przewodników turystycznych. Jest tego niewiele, bo i większość biblioteczki znajduje się w pamięci czytnika 🙂 Dużo większe wrażenie robią półki z książkami w domu rodzinnym. Myślałem kiedyś o sprzedaży kolekcji, ale zmieniłem zdanie. Jedni kolejnemu pokoleniu przekazali Sienkiewicza, ja przekażę Sapkowskiego i innych.

biblioteczka_aktualna_2
Tak wygląda moja aktualna biblioteczka

 

Na koniec powiem Wam, dlaczego czytam mniej…

Dorosłe życie, komputer zajmujący czas wieczorem (tego nie znoszę…), zajęcia pozalekcyjne, przez które wracam do domu po 20. i wiele innych rzeczy sprawiły ostatnio, że czytam głównie w komunikacji miejskiej. To zaledwie niecałe półtorej godziny dziennie. Od dłuższego czasu męczę także jedną serię, tak zawiła, że nie chcę jej przerywać, bojąc się pogubienia. Mam jej też nieco dość, więc przekłada się to na wolniejsze tempo czytania. Efektem jest marne 20 książek przeczytanych w ciągu ostatniego roku. Aż mi głupio, gdy to piszę. Mam nadzieję niedługo ruszyć z kopyta, bo stosik książek do nadrobienia rośnie i rośnie.

A Wy? Co czytacie? I za ile?

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej. [EDYCJA 2016/2017]

czytaj również