MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

#DzieńBezDługu Jak wychodzić z długów?

Szybko, łatwo i przyjemnie… nie będzie.

Zazwyczaj początek jest niewinny – ot mała pożyczka, która w danym momencie wydaje się konieczna. Oczywiście zakładasz, że spłacisz ją w terminie i będzie z głowy. Oczywiście często tak się dzieje. Ale czasami się nie udaje. Jak wiadomo problemy lubią chodzić stadami i mały niewinny kredycik może przerodzić się w serię pożyczkowych horrorów wywołujących lęk i poczucie bezradności.

W kredytową pętlę można wpaść bez swojej winy i nie tylko z powodu głupich zachcianek i zbędnych wydatków. Każdy może się nieoczekiwanie znaleźć w trudnej sytuacji – choroba, wypadek, śmierć współmałżonka, klęska żywiołowa. Wszyscy możemy być przez okoliczności zmuszeni do zaciągnięcia zobowiązania lub mieć trudności z jego zwrotem. Spokojnie. Ze spirali długów da się wyjść, choć nie stanie się to z dnia na dzień, ani z miesiąca na miesiąc. To zawsze dość trudny, żmudny proces, ale da się to zrobić.

Po pierwsze – musisz sobie uświadomić, że masz problem i wziąć go na klatę

Koniec z oszukiwaniem siebie i bliskich, że „daję radę” i „jakoś to będzie”. Wbrew pozorom to wcale nie takie łatwe. Często trzeba się zmierzyć z własnym strachem i wstydem. Nie ma jednak innego wyjścia. To trochę jak z wizytą u stomatologa – im dłużej będziecie zwlekać, tym bardziej nieprzyjemne i ciągnące się będzie potem leczenie. Tak czy inaczej, prędzej czy później problem pęknie. Im wcześniej sam się nim zajmiesz, tym mniej będzie bolało. Weź dużą kartkę i wypisz sobie powody dlaczego chcesz spłacić ten dług, dlaczego on cię uwiera. Wracaj do tej kartki w chwilach wątpliwości. Powinna cię motywować.

Po drugie – miej plan i wyznacz sobie cele

Policz dokładnie ile komu „wisisz”. Weź kolejną kartkę, napisz dokładnie ile i na co musisz wydać „na życie”, a ile jesteś w stanie zaoszczędzić. Wiem. W pierwszej chwili powiesz, że „nie mam z czego oszczędzać”. To naprawdę rzadko się zdarza. Pokombinuj. Pomyśl nawet o drobnych oszczędnościach – 20 zł, 50 zł miesięcznie, byle systematycznie. Zastanów się, które zobowiązania są najważniejsze i najpilniejsze do spłacenia. Nie bój się wierzyciela. Jemu chodzi o to żeby odzyskać swoje pieniądze, a nie żeby zamieniać twoje życie w koszmar.

Po trzecie – myśl pozytywnie, znajdź sobie kontrolera

Tak to łatwo powiedzieć – „myśl pozytywnie”, trudniej zrobić. No, ale nie radzę ci przecież wpadać w euforię, że teraz świat stanie się różowo-pluszową bajką o jednorożcach. Wciąż masz problem, ale już starasz się go kontrolować i podejmować odpowiedzialne decyzje. Twój szczyt do zdobycia lśni gdzieś daleko. Ale skoro zrobiłaś/eś już pierwszy krok, to odważ się i na następne. Poszukaj wsparcia w tej drodze – kogoś zaufanego z rodziny, z przyjaciół, może nawet kogoś prawie obcego. Rozejrzyj się. Na pewno znasz kogoś, kto dobrze radzi sobie z ogarnianiem kasy, nawet jeśli ma jej niedużo. To może być ta osoba. Porozmawiaj szczerze i poproś – niech cię pilnuje, niech ci doradza i niech ci daje po łapach, jeśli to konieczne. Niech będzie twoim finansowym nadzorcą i kontrolerem. Jeśli ty się nie upilnujesz, on ma cię upilnować, choć – oczywiście – cudów nie dokona. Będzie twoim pomocnikiem, twoim poganiaczem, ale to ty musisz się wspinać na ten szczyt.

Po czwarte – zarób dodatkowo

Nie wychodź od „nie da się”. Próbuj. Może da się wydusić od szefa pożyczkę, może da się wziąć nadgodziny, może da się znaleźć lepiej płatną pracę. Może jesteś „złotą rączką” i za drobną opłatą wymienisz samotnym sąsiadkom krany albo zainstalujesz półki. Może pieczesz dobre ciasta i da się je sprzedać na wesela, urodziny, uroczystości w biurach. Masz dwupokojowe mieszkanie? Może wynajmij jeden pokój na Airbnb. Masz samochód? Dorób jako kierowca Ubera. Nie masz auta, masz prawo jazdy? Zatrudnij się do obsługi „pijanych kierowców” i odstawiaj ich do domu. Masz stertę przeczytanych książek i obejrzanych na DVD filmów. Zrób wyprzedaż garażowo-facebookową w stylu „wszystko po 10 zł”. Lubisz dzieci? Poszukaj dorywczej pracy jako opiekun/ka, gdy w sobotni wieczór rodzice chcą mieć wychodne. Lubisz psy? Wyprowadzaj je za opłatą. Może nie zarobisz kokosów, ale każda dycha się liczy, a pięć dych jeszcze bardziej.

Po piąte – ogranicz wydatki

Tak, tak. Już słyszę „nie da się”, „nie mam jak”. OK, to połóż się na trawie i poczekaj aż złote dolarówki zaczną spadać z nieba. Nie lecą? To pech. Wstań, otrzep się z mrówek, znowu weź dużą kartkę i podziel ją na połowę. Po jednej stronie zapisz wydatki absolutnie niezbędne. Nie przesadzaj. Znajdzie się tam maksymalnie 7 rzeczy: mieszkanie, żywność, ubranie/kosmetyki, transport, opieka medyczna, internet/telefon, dzieci (kolejność przypadkowa). Po drugiej stronie te wydatki, które absolutnie niezbędne nie są. Znasz powiedzenie „kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy”? Walnij się w czoło albo w piersi i przypomnij sobie mniejsze i większe zbytki. Wiem – życie jest po to, by go używać, a przyjemności, by z nich korzystać. Ale ty na razie wyczerpałeś/aś tu swój limit. Sorry, pora zacisnąć pasa. Wróć do pierwszej niezbędnej połowy wydatków.

Kombinuj. Może zamiast dwóch butelek wina na tydzień (8 x 25 zł = 200 zł miesięcznie) przestaw się na jedną tygodniowo (100 zł miesięcznie). Może zamiast wydawać na siłownię (150 zł miesięcznie) pożycz/kup matę, skakankę i hantle i poćwicz z Chodakowską w domu (0/200 zł jednorazowo). Może odstaw samochód i przesiądź się do komunikacji miejskiej. Może zamiast na wakacje do Grecji, pojedź na Podlasie. Może nie potrzebujesz kablówki z 500 kanałami, bo oglądasz ciągle 8 tych samych.

Znajdź: 7 rzeczy, które są naprawdę zbędnym wydatkiem; 7 rzeczy, na które możesz wydać mniej; 7 rzeczy, z których zrezygnowanie obniży twój komfort życia, ale bez nich wytrzymasz. To już 21 pozycji, jeszcze lepiej żeby było ich 42. Będzie trudno? Musi być trudno.

Aha i zrezygnuj z kupowania losów na loterię (sorry Lotto i Eurojackpot). Tracisz kilkanaście/kilkadziesiąt złotych miesięcznie wierząc w swoje szczęście. Jasne, ktoś wygrywa, ale prawdopodobieństwo jest mniejsze niż miałby cię trafić meteoryt ze złota. Wrócisz do tych marzeń jak będzie cię na nie stać.

Po szóste – kontroluj wydatki

Rób listę zakupów przed pójściem do sklepu. Daruj sobie te żelki, które przy kasie mówią do ciebie „kup nas”. Jak wrócisz zapisz ile i na co wydałeś, a pod koniec miesiąca przejrzyj to i podlicz. Przerzuć się na gotówkę. Jakoś bardziej uważnie wydaje się brzęcząco-szeleszczący pieniądz niż klika kartą. Fakt, trzeba pochodzić do bankomatu? Namierz te bezpłatne w twoim banku i przebiegnij albo przespaceruj się do nich kilka razy w tygodniu, twoje zdrowie na tym zyska. Kupuj zimowe buty wiosną, a letnie jesienią (wyprzedaże). Śledź promocje (ale porównuj ceny, nie zawsze „promocja” jest prawdziwą promocją).

Policz ile zarabiasz za godzinę swojej ciężkiej pracy. Przy zakupach czasem przelicz ile czasu musisz pracować na kupowaną właśnie rzecz. Naprawdę jest warta tyle twojego wysiłku?

Po siódme – daruj sobie wymówki

„To zbyt skomplikowane” – skomplikowana to jest wyższa matematyka i fizyka kwantowa. „To zbyt trudne” – trudno to jest sprzedawać poezję, tak mawiał mój znajomy księgarz. „Próbowałam/em i nie potrafię” – a na rowerze albo na nartach pojechałaś/eś gładko od razu? Wstań popraw koronę i do roboty. „Spoko, jakoś ten problem ogarnę” – akurat, dotychczas nie ogarniałaś/eś to teraz ogarniesz? Nie rozśmieszaj mnie. Lista wymówek może być długa, nie trać na nie czasu.

Po ósme – czasem nagrodź się za wyrzeczenia

Nie jest lekko oszczędzać, nie jest łatwo żyć z ciągle zaciśniętym na maksa paskiem. Czasem należy ci się drobna przyjemność w nagrodę. Ale bez przesady, tylko czasem (umówmy się, że raz na miesiąc, na początku nawet lepiej raz na dwa miesiące) i bez szaleństw. Kup sobie ptasie mleczko, nie perfumy Diora; umów się z przyjaciółką na kawę, nie na weekend w SPA; kup nowe siodełko, nie nowy rower.

Dostosuj powyższe rady do siebie. Zobacz jakie masz możliwości i predyspozycje. Inne opcje są w dużym mieście, inne w małym. Inny potencjał masz w młodszym wieku, inny w starszym. Jedni wolą dorobić i szukają ku temu każdej okazji, inni preferują oszczędzanie. Podejdź do tego poważnie. Zaplanuj rozsądnie swoją drogę wyjścia z finansowego dołka i uwierz w nią. Warto to zrobić dla siebie i najbliższych. Powodzenia.

Piotr Wardziak – dziennikarz ekonomiczny

17 listopada obchodzimy Ogólnopolski Dzień bez Długów. Z tej okazji na naszym blogu przygotowaliśmy teksty o tym czym są długi i jak z nich wyjść. Zachęcamy także do dyskusji #DzieńBezDługu na www.facebook.com/coztymhajsempl

czytaj również