MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

Jestem staromodny. Płacę rachunek na randce

Tomek Uniszewski

Jest koniec miesiąca. Fundusze powoli się kończą. Widmo głodu zagląda w oczy. Pas zaciągam o kolejne oczko węziej. Ale gdy przychodzi do płacenia za randkę, wyciągam portfel.

Pierwsza randka. Te nieśmiałe spojrzenia, poznawanie się coraz lepiej, godziny mijające jak minuty… A potem szybkie: „Kelner, prosimy o rachunek!” i ten rachunek płacę. Po prostu. Kochanie, ręce precz od portfela.

Nie wiem, skąd mi się to bierze. Nie sądzę, że z wychowania. Może zwyczajnie gdzieś, kiedyś przyjąłem, że gdy zapraszam, to płacę i zamieniło się to w moralny imperatyw. Może zwyczajnie gdzieś pod skórą czuję, że facet powinien być providerem i generalnie dbać w każdy możliwy sposób. A może naoglądałem się za dużo filmów.

Panowie, koniec randki? Czas sięgnąć po swój portfel
Panowie, koniec randki? Czas sięgnąć po swój portfel

 

Pierwsze spotkania, randki czy zwyczajne wspólne gotowanie oznacza, że pierwszy wyciągnę portfel. To się właściwie nie zmienia. Nie zawsze będę z tego powodu szczęśliwy, ale zwyczajnie tak się dzieje. Pierwsze tygodnie i miesiące zwykle oznaczają także, że próba zapłacenia przez wybrankę spotyka się z uprzejmym: „Nie wygłupiaj się”. I przyznam, czasem zdarza mi się potem wyrzucać sobie ten imperatyw. Mój osobisty rekord to ponad 170 zł za pierwszą randkę. Złota rada: nie zabierajcie dziewczyny do pubu, gdzie piwo chodzi po dwie dyszki. Wychodzę jednak z założenia, że zarówno czas i pieniądze wydane z przyjemnością nie są zmarnowane. PS. Drugiej randki nawet nie było 😉

Ale nie jestem randkowym ortodoksem.

Im dłużej trwa związek, tym ta zasada robi się elastyczna. Gdy robi się coraz więcej „wspólnego” – od gotowania po podróże, tym łatwiej mi schować portfel, gdy moja druga połówka przypomina mi, że ostatnio płaciłem za obiad, kino czy cokolwiek innego. W sztywne zasady włącza się rozsądek.

Wciąż jednak naturalnym odruchem jest dla mnie wyciągnięcie portfela. Tak już mam.

A jak macie Wy? Piszcie!

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej.

czytaj również