MŁODZI PISZĄ O KASIE
3

Maaaamo, przyszedł rachunek za telefon!

Tomek Uniszewski

Bez telefonu to jak bez ręki. A telefon, jak każda szanująca się zabawka dorosłego człowieka, żeby działać potrzebuje pieniędzy. A kto ma pieniądze? Mama. Mama ma.

Jestem tradycjonalistą. Jeszcze rok temu radośnie biegałem z telefonem, z którego obsługą większość młodych ludzi miałaby już pewnie problem, podobnie jak z pralką Franią lub maszyną do pisania. Ascetyczna maszynka do dzwonienia i wysyłania SMS-ów (z KLAWIATURĄ!), będąc jednocześnie pancerną cegłówką, spełniała swoje zadanie idealnie. Jednocześnie stanowczo odmawiałem nabycia smartfona, głównie z powodu kruchości tego sprzętu oraz otaczających mnie par oczu wlepionych w ekran. W maju, w tramwaju, wszędzie.

Nie chciałem tak.

Wolałem wlepiać oczy w mojego Kindle’a (tradycjonalista… :P). Cegłówka na kartę kosztowała mnie jakieś 25 zł miesięcznie, co przekładało się na doładowanie jej trzy razy w roku za stówkę i spokój. Po co mi Internet, po co mi Spotify i po co mi oczy wlepione w smartfona.

Przełom w końcu przyszedł, w kieszeni i w rachunkach.

Potrzeba posiadania smarftona pojawiła się z okazji wymarzonego wypadu na stopa do Irlandii. Konieczność korzystania z map i CouchSurfingu przeważyła niechęć do tego rodzaju telefonu, swoje dołożyło także wypuszczenie przez pewnę firmę pancernego telefonu w rozsądnej cenie.

No a jak smartfon, to i umowa. Tylko płacę ja czy mama?

Telefon na kartę opłacałem sam, kwoty nie były wysokie, sam także płaciłem sobie za umowę. MillwardBrown na zlecienie Provident Polska jakiś czas temu sprawdził m.in. kto młodzieży finansuje oglądanie filmików na YouTube i muzykę na Spotify. Za telefon ponad 80% nastolatków płacą ich rodzice. Sam tak miałem, choć i kwoty nie były wysokie – patrzcie wyżej. Tak samo ma niemal co trzeci 20-latek! No dobra, to może jeszcze nie jest zaskakujące. Zaskakujące jest, że rodzice płacą za telefon swoich trzydziestoletnich dzieci. Lenistwo? Wygodnictwo? Skąpstwo?

Nie. Strefa komfortu.

Moim zdaniem taki stan rzeczy wynika z naszej tendencji do unikania zmian. Zarówno rodzice, jak i taki dwudziestolatek po prostu nigdy nie wpadną na to, by zmienić tę sytuację. Prawda jest też taka, że zapewne ani trzydziestolatka, ani jego rodziców te 50 zł miesięcznie nie boli. A wystarczy ustawić zlecenie przelewu, by zapomnieć o sprawie, raz na dwa lata przedłużając tylko odruchowo umowę przez telefon.

Zawstydziliście się troszkę?

To znaczy, że trafiłem. Może pora wyjść z kieszeni rodziców? Jeśli wciąż czytacie, to mam dla Was radę. Przyłóżcie się do tego. Nie popełnijcie błędu, który popełniłem sam. Zróbcie solidny research ofert. Sprawdźcie kto Wam proponuje najfajniejsze warunki. Gdyby nie machnięcie ręką i akceptacja oferty, którą przedstawiła mi sieć, oszczędziłbym pewnie jakieś 30 zł miesięcznie. Mało? Przy umowie na dwa lata robi się z tego ponad 700 zł . A to już połowa nurkowego wypadu w ciepłe kraje.

Zdecydujcie sami. A do mamy zadzwońcie już teraz i pochwalcie się potem w komentarzach.

  • Na końcu powinien być link referencyjny do „najlepszej oferty abonamentu na rynku” i za każdą umowę kasowałbyś jako polecający parę groszy…Byłoby na drugą połowę nurkowego wyjazdu 😀

    • Tomek Uniszewski

      Damn, że też na to nie wpadłem! Muszę zacząć czytać naszego bloga uważniej, może będę wpadał częściej na takie pomysły 😀

  • Pingback: Głupio mi brać pieniądze od rodziców – Co z tym hajsem()

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej.

czytaj również