MŁODZI PISZĄ O KASIE
1

Masz wiedzę? Sprzedaj ją! Daj korki

Tomek Uniszewski

Każdy z nas posiada jakąś wiedzę, jakiś talent, który da się spieniężyć. Niektórzy, jak mój współlokator, doskonale ogarniają przedmioty ścisłe i są w stanie z łatwością uczyć innych matematyki. Inni znają na pamięć „Biologię” Villego i za odpowiednią cenę obryją młodych adeptów w tematach przyrodniczych od mitochondriów aż po czkawkę.

A ja? Ja znam angielski.

Przygoda z korepetycjami zaczęła się własnie od Michała, mojego przyjaciela i aktualnego współlokatora. Trochę zazdrościłem mu jego skilla matematycznego, trochę wyczułem nosem pieniądze i podpytałem w szkole, czy ktoś nie szuka korepetycji z angielskiego. Mieszkałem wtedy pod Warszawą i dojazdy były ciężkie, szukałem więc ucznia, który mieszkałby w okolicy liceum i kończył lekcje wcześniej niż ja.

Znalazłem 🙂

Potem wszystko potoczyło się dosyć szybko, w ciągu paru tygodni dorobiłem się trójki uczniów. Bazowaliśmy na książkach, z których korzystali na zajęciach. Pożyczyłem je od nich na parę dni i ustaliłem plan działania. Na zajęciach rozmawialiśmy po angielsku, z rzadka tylko wspomagając się polskim. To chyba szczególnie polubili rodzice, zdarzyło im się rzucić hojnym: „Reszty nie trzeba, panie Tomku!”. Cenniejsze, że polecali mnie innym.

Ceny ustaliłem proporcjonalnie do umiejętności, ale wziąłem pod uwagę konkurencję. Żaden z innych licealnych korepetytorów nie gadał z uczniami po angielsku. Uczenie się całe dzieciństwo od native speakerów robi robotę – taka nauka działa 🙂 Mogłem też pochwalić się zdanym FCE.

Brałem ok. 35 zł za godzinę zegarową, co nieco przebijało ofertę innych. Nie sądzę, żeby kilka złotych oszczędności robiło ogromną różnicę, jednak starałem się, by wyprzedzić konkurencję.

Nie trwało to długo.

Ile można zarobić na korkach z angielskiego? Ja brałem 35 złotych za godzinę
Ile można zarobić na korkach z angielskiego? Ja brałem 35 złotych za godzinę

 

Moja przygoda z uczeniem angielskiego trwała może ze cztery miesiące, podczas których w najlepszym okresie miałem trójkę uczniów w tygodniu. Co daje całkiem niezłe pieniądze jak na licealne czasy 😉

Potem, niestety, wyszła na wierzch moja nieumiejętność zarządzania czasem i chyba zwyczajne lenistwo. Po pewnym czasie prowadzenie tych zajęć zaczęło mnie nużyć. Odłożyłem trochę gotówki, byłem zadowolony, a jednocześnie pozamykałem kolejno sprawy z poszczególnymi uczniami (wiadomo, temu potrzebna klasówka, innemu Present Continous) i powoli zniknąłem z rynku.

Teraz chętnie bym wrócił 🙂

Nie pozwala na to zwyczajnie brak czasu. Zresztą teraz jest trudno wyłuskać kilka godzin w tygodniu, by zająć się dodatkowymi zleceniami, które też generują więcej pieniędzy. Być może jako korepetyror miałbym więcej luzu, ale i mniejsze pieniądze. Musiałbym śpiewać podobne stawki. Teraz 40 zł/h żądają osoby z kilkunastoletnim doświadczeniem i do tego po anglistyce. Tacy, którzy robią to zawodowo.

A dla mnie to byłaby słabo płatna robota na boku. Są fajniejsze.

Dawaliście korki? 🙂

  • Do tego trzeba mieć cierpliwość niestety 😀 Ja jej nie posiadam </3

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej. [EDYCJA 2016/2017]

czytaj również