MŁODZI PISZĄ O KASIE
6

Mój pierwszy McEtat

Tomek Uniszewski

Pierwszych fuch było trochę. Większe, mniejsze, legalne i nielegalne. Opowiem Wam o tej pierwszej prawdziwej. I podam frytki do tego 😉

Zaczynałem od pomocy tacie, najlepszemu złotej rączce na zachód od Pecos, za niewielki pieniądz. Serio, mój tata umie wszystko i nieco mnie „naumiał”. Za mało, jeśli chcecie znać moją opinię, ale to akurat jeden z moich błędów młodości. Trzeba było wiedzę chłonąć. Potem tata płacił mi tyle, ile płacił swoim pracownikom (choć nie zasłużyłem, powiedzmy to sobie szczerze ;))

Pracowałem potem na lewo nad zleceniami kwatermistrzowskimi dla wojska. I to była całkiem niezła frajda. Czasem porąbałem drzewo tu, czasem skosiłem trawnik tam. Kręciło się jakoś.

Jednak do pierwszej pracy (takiej prawdziwej – z pensją i w ogóle) zmusiła mnie konieczność zapłacenia czesnego na studia. Potrzebowałem pilnie fuchy z w miarę rozsądną płacą, którą mogłem łączyć z dziennymi studiami. A gdzie takiej fuchy szukać?

W McDonaldzie.

Proces rekrutacyjny był krótki, intensywny i zapamiętałem z niego głównie pytanie „Dlaczego chciałbyś pracować w McDonald’s?”. Bo to było moje marzenie z dzieciństwa. Dajcie mi już ten fartuch!

Pracę znienawidziłem dość szybko, bo po dwóch tygodniach. Mam tę irytującą przypadłość, że w pracy muszę choć trochę się spełniać, bo inaczej zwyczajnie dostaję białej gorączki, siada mi motywacja i robię na odwal się. Zwyczajnie nie przykładałem się wtedy. By być zmotywowanym do wyrabiania normy X hamburgerów na godzinę musiałbym chyba założyć własną knajpę.

W mojej historii zatrudnienia jedne prace lubiłem, inne uwielbiałem, jeszcze inne były mi zupełnie obojętne. Nienawidziłem tej jednej. Wciąż pamiętam uprzejme zaskoczenie szefa, gdy przekazywał mi grobowym głosem wieści, że nie przedłuża ze mną umowy po okresie próbnym, gdyż mają za dużo ludzi. Nie spodziewał się chyba szerokiego uśmiechu i entuzjastycznego „Doskonale!”. Zarobiłem tyle, ile potrzebowałem i z przyjemnością pożegnałem McEtat.

Pracowałem tam trzy miesiące i nie miałem ani jednego dnia wolnego przez cały ten okres. Każdy dzień był wypełniony albo studiami albo pracą.

McDonald's

Praca tam nauczyła mnie paru rzeczy. Po pierwsze pokory, bo choć teraz zarabiam dość dobrze i nie mam w perspektywie powrotu za grill, nie zapomniałem jak jest po drugiej stronie Big Maca i zwyczajnie szanuję ludzi, którzy tam pracują. Po drugie tego, że NIGDY nie chcę tam wracać.

Co teraz, gdy piszę ten tekst, trochę mnie niepokoi.

Bo kto wie, może zdarzy się sytuacja, że będę musiał podjąć każdą pracę, która nawinie się pod rękę, by związać koniec z końcem. Może podwinie mi się noga? Może podczas podróży by zarobić na powrót będę musiał harować jak wół, zmywając gary gdzieś w Wietnamie? Może.

Pytanie brzmi, czy dam radę zacisnąć wtedy zęby i zrobić to, co trzeba?

Jestem teraz starszy, bardziej doświadczony i nieco mądrzejszy. Mam nadzieję, że dam radę. I mam nadzieję, że nie będę musiał sprawdzać 😉

Dziękuję za przeczytanie, do widzenia, zapraszamy ponownie!

  • Alice Nowicka

    Wiesz, że teraz można w Happy Meal, zamiast frytek wybrać koktajlowe pomidorki?! 😀

    • Zrezygnować z frytek? NIGDY! Jak mi to ostatnio Pani zaproponowała (pierwszy Happy Meal od 15 lat – były Pokemony <3) to spojrzałam na nią z dezaprobatą :DD

      • Alice Nowicka

        A ja zostawiłam figurkę pokemona tacie na biurku w pracy 😀

  • Alexa Trachim

    Kurde, ja też pracowałam w Maku i mam dokładnie takie doświadczenia jak Ty 😀 Pracowałam tam całe wakacje po maturze i też mi nie przedłużyli umowy, bo nienawidziłam tej pracy z całego serca. Męka za marne grosze, a ja wciąż wszystko miałam w dupie, bo jak menadżer mi mówił o robieniu czisów jakby to była najważniejsza rzecz na świecie to mi się chciało śmiać. Pot, blizny na rękach od gorącego oleju i… wyścig szczurów. BEZ KITU! W moim maku ludzie dzielili się na dwie kategorie – na tych co są tam chwilowo, muszą sobie dorobić i filozofia sklejania burgerów to dla nich jakaś abstrakcja oraz karierowicze, którzy uważali że zostanie menadżerem jest największą nobilitacją świata XD więc pieprzyli o tych procedurach, gramaturze sałaty i wchodzili w tyłek tym, co byli wyżej XD Ahh, jak ja bym nie chciała tam wrócić <3

    • Tomek Uniszewski

      Tak, to nawiedzone wyznawanie Ronalda sprawialo, ze czulem sie jak w domu wariatow…

  • Pingback: Studia: tak czy nie? Ja się wstrzymuję od głosu – Co z tym hajsem()

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej. [EDYCJA 2016/2017]

czytaj również