MŁODZI PISZĄ O KASIE
2

Promocje – oszczędność czy pułapka?

Tomek Uniszewski

Rabaty, zniżki, promocje i upusty – wydawałoby się, że to esencja oszczędzania. Jednak wszystkie te teoretyczne szansy na podratowanie budżetu mogą go całkiem nieźle zepsuć. Dlaczego?

Jesteście w supermarkecie na cotygodniowych zakupach (które będę opisywał notabene w kolejnym wpisie, więc stay tuned). Zewsząd atakują Was rabaty, zniżki, promocje. Kup trzy, zapłać za dwie. Rewelacyjna zniżka na czajnik elektryczny. Trzecia godzina gratis. Wszystko to aż kusi, by skorzystać i dumnie pochwalić się Mamie, jaki oszczędny tryb życia prowadzimy. Czy aby na pewno?

Mam dwa tryby korzystania z promocji. Jeden z nich dotyczy właśnie takich marketowych zniżek, „2 za 1” i tak dalej. Wtedy podejmuję zakupowe decyzje ad hoc, mocno emocjonalnie, zadając sobie pytanie, na ile mam ochotę na to, co akurat jest w promocji. Bo jeśli trafię akurat na fajną promocję na przekąski, to mogę potraktować to jako pretekst do zrobienia fajnej, małej i budżetowej imprezy lub zwyczajnie mieć „wałówę” na jeden więcej wieczór z dobrym filmem. Jednak gdy korzystam z tych promocji zbyt często, to zaczyna wymykać się spod kontroli.

Niektóre sklepy, jak np. Żabka, niemal nieustannie mają promocje i zniżki za zakup większej liczby egzemplarzy jakiegoś towaru niż zwykle. Opłaca się? Na pewno. Ale czy na pewno tego potrzebuję?

Promocje_nagłówek
Słyszałem kiedyś taką anegdotę: jeśli widzisz telewizor za 1200 zł przeceniony na 1000 i kupisz go, wcale nie oszczędziłeś 200 zł. Po prostu wydałeś 1000 zł

Drugim „trybem” jest podejście, które wynika nieco z mojej niechęci do wydawania dużych sum pieniędzy. Zawsze, gdy mam wydać sporą sumę, zastanawiam się tygodniami, rozważając różne za i przeciw. Rozpisuje sobie, czy na pewno danego przedmiotu potrzebuję i czy pieniądze „zwrócą się” – w kasie lub we frajdzie. Dobrym przykładem jest zakup aparatu, dzięki któremu mogę robić te wszystkie przeciętne fotki podczas tanich podróży 😉 Miałem odłożone pieniądze, ok. 4 tysięcy złotych, na sprzęt. Chciałem kupić solidną lustrzankę ze stałoogniskowym obiektywem, celowałem w Nikona D5100, który jest fajnym sprzętem na dłuższą chwilę. Jednak razem ze wszystkimi zniżkami, które akurat byłem w stanie zorganizować (vouchery, zniżki procentowe, promocja Nikon Cashback, trochę się tego zebrało) wyszło, że mogłem kupić aparat klasę wyższy (Nikon D7100) za zaledwie 200 zł więcej. Zrobiłem to, i o ile czasem klnę, że nie mogę połapać się w klawiszach funkcyjnych, to jednak wciąż uważam, że była to dobra decyzja. Jednak jej podejmowanie trwało jakieś 2-3 miesiące. Widzicie, o czym mówię – zero emocji, konkretne przemyślenia.

Promocje, szczególnie takie, które nie zmuszają do wydania (a i nie pozwalają oszczędzić) większej kwoty pieniędzy, często prowokują do decyzji podejmowanej z pobudek czysto emocjonalnych. Bo akurat mam ochotę na dwie paczki chipsów, a są w cenie jednej. Bo przecież potrzebuję tej gratisowej zgrzewki coli. Pewnie, są sytuacje, w których można śmiało powiedzieć, że promocja jest fajna. Bo dodatkowe parę kilo proszku do prania na pewno się zużyje, a jest taniej. Jednak warto zadać sobie pytanie, czy na pewno teraz mamy na to pieniądze. Co z tego, że oszczędzimy w lutym, skoro w styczniu przez ten proszek będziemy nie dojadać? Nie dajcie się wpędzić w pułapkę fałszywego rozsądku.

Pamiętajmy, że promocje nie mają na celu pozwolenie Wam na oszczędzanie, ale raczej sprowokowanie do wydawania jak najwięcej. Słyszałem kiedyś taką anegdotę: jeśli widzisz telewizor za 1200 zł przeceniony na 1000 i kupisz go, wcale nie oszczędziłeś 200 zł. Po prostu wydałeś 1000 zł.

Ku przestrodze.

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej.

czytaj również