MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

Przeżyłam tydzień za 78 zł. Było warto decydować się na taki eksperyment?

Uważam, że każdy powinien poświęcić tydzień swojego życia, zacisnąć pasa i zweryfikować, czego naprawdę potrzebuje, a czego braku nawet nie zauważy.

#Wyzwanieoszczedzanie

Zacznijmy od początku. 12 listopada obchodziliśmy Światowy Dzień Bicia Rekordów. Z tej okazji ja i Karol postanowiliśmy poddać się pewnemu doświadczeniu. Cały tydzień (12-18 listopada) chcieliśmy przeżyć za jak najmniej hajsu. Niestety, z przyczyn osobistych, Karol musiał zrezygnować z akcji #wyzwanieoszczedzanie, ale ja postanowiłam zmierzyć się z samym sobą w pojedynku na oszczędzanie.

Gdzie są zadbane paznokcie i jednodniowy sok marchewkowy?

W ostatnim tygodniu wydałam 78 zł i mocno nadszarpnęłam kuchenne zapasy. Czy pociągnęłabym tak cały miesiąc? Myślę, że w razie jakiegoś kataklizmu, klęski żywiołowej lub innej tego typu katastrofy bez trudu dałabym radę, a jeszcze uważałabym, że żyję na całkiem niezłym poziomie. Wtedy, prawdopodobnie, potrzeby takie jak zadbane paznokcie, odżywka do włosów i mój ulubiony jednodniowy sok marchewkowy, przestałyby w ogóle mnie obchodzić. Jednak, jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Jak zrobić omlet z dwóch jajek dla dwóch osób?

Życie pozbawione małych przyjemności, staje się nudne i sprowadza się do zaspokajania tylko podstawowych potrzeb, co – w mojej ocenie – nie sprzyja zadowoleniu i satysfakcji. Być może przesadzam, ale naprawdę tak właśnie się czułam przez ten tydzień. Jak zaniedbana miotła, która nie może sobie (nawet w ramach pocieszenia) pozwolić na ulubioną kawę z Subwaya. W trakcie tego wyzwania, każdy mój dzień polegał na wysilaniu szarych komórek w poszukiwaniu pomysłów na to, co jeszcze można zjeść z kaszą lub ryżem. Zastanawiałam się jak zrobić omlet dla dwóch osób mając tylko dwa jajka (wyszły naleśniki). Skrupulatnie analizowałam ceny w Biedrze (nie ma promocji – nie kupuję). Nawet nasz ulubiony ser musieliśmy odstawić, bo znaleźliśmy o 4 zł tańszy (za kg). Wiem, wiem. Zaraz ktoś napisze, że wiele ludzi na świecie tak właśnie się odżywia. Nie przeczę , że marudzę, ale robię to tylko dlatego (prawdopodobnie), że mój standard życia drastycznie się obniżył. I to z dnia na dzień…  Muszę przyznać, że oszczędzanie na jedzeniu to nie jedyny problem. Bardzo brakowało mi np. nowego podkładu do twarzy, szamponu, płynu do mycia naczyń i płynu do mycia podłóg. Patrzyłam na moją niemytą od tygodnia podłogę i tylko z irytacją wzdychałam. Cholerny kurz.

Tak skupiłam się nad tym, co ugotować za jak najmniej hajsu, że moje pokłady kreatywności spadły niemal do zera. Na wyciągniecie ręki miałam tekst Alicji, która pisała jak przy niewielkiej ilości hajsu można posprzątać mieszkanie robiąc środki czystości niemal z niczego. Da się – nie przeczę. Jednak w momencie, gdy chodzi o #wyzwanie, w którym liczy się każda złotówka, szkoda mi było kasy nawet na sodę oczyszczoną, kwasek cytrynowy, nie mówiąc o occie. Gdybym musiała tak oszczędzać w nieskończoność, to na pewno musiałabym w końcu zainwestować w te czy inne środki czyszczące, ale ponieważ chodziło tylko o tydzień – zdecydowałam, że wytrzymam w bałaganie #pokurzudocelu 😉

Warto było?

Przyznam, że moje #wyzwanieoszczedzanie to doświadczenie bolesne, ale także bardzo pouczające. Zmusiło mnie do przemyślenia, czy wszystkie rzeczy, na które wydaje pieniądze, są tego naprawdę warte? Nie odczułam różnicy w smaku wina za 7,50 zł, które kupiłam w sobotę, w porównaniu do droższego, jakie piliśmy wcześniej. Cienkopis za 2 zł nie denerwuje mnie aż na tyle, żeby znowu kupić ten za 12 zł. Podsumowując, uważam, że każdy powinien poświęcić tydzień swojego życia, zacisnąć pasa i zweryfikować, czego naprawdę potrzebuje, a czego braku nawet nie zauważy.

Czego nauczyłam się sama?

Moja lista pięciu rzeczy, z których – dziś już to wiem – bardzo trudno byłoby mi zrezygnować na dłużej.

1. Odżywka do włosów (min. 8 zł) – moje włosy i tak wyglądają jak siano, a bez odżywki jak spalone naelektryzowane i bardzo, bardzo suche siano. Odżywka jest niezbędna.

2. Piwo (min. 3 zł) – no halo! Ciągle jestem studentką, więc chyba nie muszę tłumaczyć, że miewam swoje potrzeby 😉

3. Słodycze (2 zł za batonik) – czy ktoś naprawdę potrafi przeżyć cały miesiąc bez grama czekolady? #niesądze

4. Karnet na siłownię (30 zł) – bez trenerów i grupy osób trudno mi się zmotywować do ćwiczeń. Samodzielne ćwiczenia w domu odpadają.

5. Napoje (min. 1,80 zł za butelkę) – szczerzę podziwiam, jeśli ktoś z Was codziennie, wychodząc z domu, napełnia własną butelkę herbatą czy innym napojem własnego wyrobu. Ja nie potrafię. Człowiek nie wielbłąd – pić musi. Dlatego na uczelni, często kupuję jakiś soczek lub wodę.

Moja lista pięciu rzeczy, z których – dziś już to wiem – stosunkowo łatwo jest mi zrezygnować

1. Taxi – przejście na uczelnie lub do pracy zajmuje mi 25 min. Wystarczy się dostatecznie szybko ogarnąć, żeby zachować 12 zł w kieszeni 🙂

2. Fryzjer – okazuje się, że Yassa farbuje moje włosy nie gorzej od mojej fryzjerki xd

3. Pomidorki koktajlowe – zawsze dodawaliśmy je do sałatek i jedliśmy jako przekąskę, ale pełnowymiarowe pomidory nie są przecież gorsze, a dużo tańsze…

4. Mieszanki przypraw – o dziwo sałatki tak samo dobrze smakują tylko z solą i pieprzem, jak ze specjalną przyprawą do sałatek.

5. Chipsy, chrupki i ciastka – wcinaliśmy je chyba tylko z nudów.

czytaj również