MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

Skok na stok czyli narty za małe pieniądze

Tomek Uniszewski

Zima w mieście w tym roku nie dopisuje, więc wypadałoby wyrwać się zakosztować śniegu gdzieś indziej. Ja w tym roku nie wybieram się niestety nigdzie, lecz chciałem Wam opowiedzieć o wypadzie sprzed dwóch lat.

Pojechaliśmy wtedy w niemal dwadzieścia osób poszusować we francuskich Alpach, w niewielkiej miejscowości zwanej Super Dewolajem, tj. Superdévoluy. Przez niemal tydzień byczyliśmy się na słońcu, marzliśmy na alpejskich szczytach i zjeżdżaliśmy z nich, jedni na nartach, inni na deskach, jeszcze inni głównie na…

Koszt? Około tysiąca złotych 🙂 Posłuchajcie, jak to się udało! Nie przedstawię Wam niestety konkretnych wyliczeń, gdyż nie ja zajmowałem się organizacją, a kosztorysy przepadły wśród maili. Ale poniżej przedstawiam kilka podstawowych kwestii, które warto wziąć pod uwagę.

PYTANIE PIERWSZE: KIEDY JECHAĆ?

To pierwsza decyzja, od której zależy ogólny koszt Waszego wyjazdu i, co tu dużo nie mówić, jest to decyzja najważniejsza. Im bliżej (lub wręcz w trakcie) pełni zimowego sezonu, tym więcej zapłacicie za noclegi i skipassy. Jedźcie więc poszusować nie zimą, a wiosną. My jechaliśmy późno, w kwietniu. Wtedy w wyższych partiach gór leży jeszcze śnieg, który nadaje się do jazdy, zwykle działają też armatki, więc kryzys zwykle nie grozi. Warto mieć także oko na Crazy Booking Night w serwisie Snowtrex, dzięki któremu udało nam się ustrzelić świetnego, posezonowego deala na noclegi i wyciągi. Nie mieliśmy luksusów – ot, kilkuosobowe apartamenty bez wliczonej pościeli, za to z wyposażoną kuchnią.

narty_naglowek

PYTANIE DRUGIE: JAK JECHAĆ?

Odpowiedź na to pytanie jest dwojaka: jechać powinniście dużymi samochodami i w dużej gromadce. Korzyści z tego jest kilka. Po pierwsze koszty paliwa rozkładają się na więcej osób. Duże auta potrafią przewieźć zwykle sporą liczbę ludzi oraz sporą liczbę bagażu, więc nawet duża kwota na głowę przestaje przerażać. Nawet zrzutka na ewentualne mandaty nie boli tak bardzo 😉 Oczywiście minusem jest konieczność dojechania na miejsce, ale od czego ma się kierowców-zmienników. Aha, pamiętajcie o „jaśku”, bardzo pomaga wyspać się w trasie. Jechaliśmy dobę. W jedną strone 🙂 Ale da się to wytrzymać. Dodatkowo macie własny transport, co pozwala na elastyczność w kryzysowej sytuacji – ale o tym na końcu. Bo przecież skoro już przyjechaliśmy, to wypadałoby coś zjeść i czymś popić 🙂 A to prowadzi nas do…

PYTANIA TRZECIEGO: CO JEŚĆ?

Odpowiedź brzmi: świetne, proste, domowe obiady, które można wykonać szybko, łatwo i w dużych ilościach. Wcześniej pisałem Wam o dużych samochodach i wyposażonej kuchni w każdym apartamencie – nie bez kozery. W dużym Volkswagenie Transporterze znalazły się nie tylko nasze śpiwory, bagaże, deski i narty, ale także pełna wałówka rodem z supermarketu (a więc i w polskich cenach). Przyjechały z nami chleby, puszki z pomidorami, mieso, tuńczyk, makarony, kasze, przyprawy, warzywa i wszystko to, co mogło przetrwać z nami tydzień. Każdy apartament gotował sobie sam według przepisów złożonych przez naszą znajomą dietetyczkę. A więc nie tylko tanio, ale i zdrowo!

PODSUMOWANIE I OSTRZEŻENIE!

Całkowity koszt wyjazdu zamknął się w ok. 1300 zł, ale nie musicie iść naszym śladem i zaopatrzać się po drodze w piwo oraz przemyśleć sprawę wcześniej i nie przepłacać za okulary przeciwsłoneczne, jak ja. Zamknięcie się w kaflu spokojnie jest możliwe!

Jednak musicie mieć na uwadze jedno podstawowe ryzyko. Wiosną pogoda jest dla narciarzy najgorszym wrogiem. Z pięciu zaplanowanych dni na stoku wyjeździliśmy trzy. O ile lekka mżawka nie przeszkadza, to jednak kwiecień bywa zdradliwy i po naszym wyjeździe sezon został oficjalnie zamknięty – nie było kolejnego turnusu. Wszystko dlatego, że ostatnie dwa dni było cieplutki i LAŁO! A tak już jeździć się nie da, nie gdy na stokach więcej jest trawy, niż śniegu a temeratura jest tak wysoka, że armatka śnieżna zamienia się w zraszacz. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ okazało się, że mamy nadwyżkę paliwa i po jednym leniwym dniu spędzonym nad planszówkami zrobiliśmy sobie niespodziewaną wycieczkę do Marsylii. A więc podczas jednego wyjazdu na narty zaliczyliśmy i stoki Alp i kąpiel w Morzu Śródziemnym 🙂

To był jeden z lepszych wypadów narciarskich ever, dzięki ekipie i świetnej miejscówce. Pogoda nie zdołała nam go zepsuć.

Zapamiętajcie jednak tę przestrogę: wyjazd poza sezonem to ryzyko, na które musicie być gotowi.

A teraz połamania nóg 🙂

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej. [EDYCJA 2016/2017]

czytaj również