MŁODZI PISZĄ O KASIE
14
ala2

Studiuję dziennie i (prawie) sama się utrzymuję.

Alicja Nowicka

Zaczynałam od płacenia liśćmi za mandaty, potem było już tylko trudniej.

Dawno, dawno temu Alicja (czyli ja) była małym, upartym, ale pomysłowym dzieckiem. Swoją energię wyładowywała na podwórkowych zabawach, wymyślaniu jeszcze trudniejszych tras rowerowych z przeszkodami na ulicy przed domem. Wkręcała do zabawy inne dzieciaki. Zawsze znalazł się chętny do odgrywania roli policjanta, który ganiał resztę bandy wlepiając mandaty za zbyt szybki zjazd z górki, za zbyt częste przerzucanie przerzutek, za krzywo zaparkowany rower pod bramą sąsiada. Skąd braliśmy pieniądze na te mandaty? Z drzewa! No przecież to liście w dzieciństwie odgrywały role banknotów. Bagażniki były wypełnione woreczkami zapchanymi liśćmi, sorry… grubym hajsem!

Mimo tego, iż byłam nauczona by pobierać hajs z drzewa, a nie bankomatu, to w szufladzie trzymałam pudełko (po Raffaello) wypełnione prawdziwymi pieniędzmi. Wszystkie kieszonkowe od Babci Alinki, Dziadka Janka, Babci Stasi, Dziadka Hieronima chowałam właśnie tam. Robiłam tak przez ponad 10 lat! Czas na ich wydawanie nadchodził razem z dwutygodniowym wakacyjnym rodzinnym wypadem do Zakopanego. Przed samym wyjazdem podliczałam swój majątek, dzieliłam na 14 i dowiadywałam się jakie czeka mnie szaleństwo. Jednego lata było to 10 zł na dzień, drugiego 13,50 zł, innego nawet 15 zł ! Siostra swoje zaoszczędzone pieniądze przeliczała na paczki chipsów, a ja na puszki pepsi. W ten oto sposób nasi rodzice uwolnili się od marudzenia typu „Mamaaa, kupisz mi loda?”, „Tataaa, dasz 2 zł na flippery?”.

Alicja na rowerze
Kiedyś Alicja płaciła liśćmi, teraz pracuje za 8 zł/h | fot. coztymhajsem.pl

 

Tak to wyglądało kiedyś, a teraz? Mając 18 lat zamieszkałam sama i sama zaczęłam się również utrzymywać. Teraz mam 22 lata, wciąż sama się utrzymuję, a studiuję dziennie. Skąd się biorą pieniądze na moim koncie? Mam jedną pracę stałą (dostaję niewiele ponad 8 zł/h, miesięcznie wyrabiam 130 godzin), drugą dorywczą (tę lubię bardziej), nadal dostaję kieszonkowe od Babci Stasi (chociaż Dziadek Hieronim mówi, że to od niego). Czasami pojawiają się niespodziewane bonusy od rodziców i siostry. Ile zostaje mi złotówek na imprezowanie i życie po zapłaceniu rachunków oraz czynszu (mam to szczęście, że rodzice dorzucają mi połowę do opłat za wynajem)? Tryb oszczędność uruchamiam w głowie, gdy zostaje mi 800 zł, a tryb szaleństwo gdy 900 zł.

  • Jaki mandat był za zbyt szybkie przerzucanie przerzutek? 🙂

    • Alice Nowicka

      Aż 10 liści z drzewa jabłoni! 🙂

  • Aga Be

    Zaraz, zaraz. Jak po opłaceniu rachunków i czynszu zostaje Ci 800 zł, to włączasz tryb „oszczędność”, a jak 900 zł to „szaleństwo”? Dla mnie tryb szaleństwo oznacza że jem na mieście kiedy mam ochotę, kupuję sobie fajną gazetę czy książkę, jeśli na taką trafię, nie mam problemu z postawieniem przyjaciółce piwa podczas wspólnego wyjścia… Więc to trochę dla mnie dziwnie brzmi. Bo przy moim trybie „szaleństwo” sto złoty bym spokojnie w tydzień wydała 😉

    Więc proszę wyjaśnij czym jest dla Ciebie tryb „szaleństwo”.

    • Alice Nowicka

      Właśnie w tym fragmencie było puszczone oczko:) 800zł-900zł to dla mnie prawie nieodczuwalna różnica, totalnie mała kwota na przeżycie…i tryb oszczędzanie jest włączony praktycznie zawsze. Szaleństwo jest tylko na początku wypłaty, gdy pozwalam sobie COŚ kupić…bo w końcu powinno się zarabiać także na swoje przyjemności. Szaleństwo jest także wtedy, gdy uda mi się złapać jakiś dodatkowy job i wtedy pozwalam sobie kupić coś, na co nie było mnie stać wcześniej. Mi 100zł starczyło by na tydzień…gdybym się bardziej pilnowała.
      Szaleństwo w formie postawienia przyjaciółce, np. piwa…uszczęśliwia, c’nie? bo mnie tak! <3

      • Też lubię tak szaleć! Postawienie piwa albo zupy komuś kogo się lubi jest super

        • Alice Nowicka

          ZUPA DNIA mniam mniam 🙂 Właśnie tak!

      • natalijah

        Monitorowanie konta, o tak! Ze swojej strony polecam aplikacje, które ułatwiają zarządzanie finansami. Można dodać do nich zlecenia stałe (czynsz, opłata za telefon), wpływy (wypłata, „od babci na tramwaj”) i wydatki, dzielić na kategorie. Aplikacja może później pokazać na co najwięcej wydajesz, ile zostało Ci na koncie itp. Ja miałam problem z tym, że płaciłam kartą i o tym zapominałam, gubiłam się później w tym ile mam na koncie i „mogę sobie jeszcze kupić książkę, czy nie bardzo?”. Pomogło!
        Ja korzystam w telefonie z „Moje finanse”, ale aplikacji jest od groma. Warto się zaprzyjaźnić 🙂

        • Alice Nowicka

          O! Wczoraj bałam się zajrzeć na stan konta, bo za często w ostatnich dniach płaciłam kartą i nie kontrolowałam tego. Stres jest ogromny! Czy te aplikacje mają opcję połączenia z kontem? 🙂

          • natalijah

            Ta której używam nie ma, po każdym wydatku muszę dodać go do aplikacji ręcznie (co zajmuje kilka sekund i wchodzi w nawyk). Raz na tydzień/dwa sprawdzam na ile to, co mam w aplikacji zgadza się z tym, co widnieje na koncie (aplikacja pokazuje szacowaną kwotę na koncie). O dziwo, zawsze wychodzi, że na koncie mam więcej niż powinnam 😀
            Mobilna wersja konta powinna mieć też podgląd wydatków, WBK i MBank od razu dzielą je na kategorie i mogą pokazać wykresiki, chociaż czasem mają z tym problem. Ręcznie w aplikacji mogę podzielić np. 30 zł wydane w Biedronce na jedzenie i 25 zł w Biedronce na produkty drogeryjne. Bank zaksięguje po prostu jako „55 zł Supermarket” albo coś takiego.
            Brat zwrócił mi też uwagę, że wyniki „miesięcznych” wydatków mogą być zakłamane np. w miesiącu opłacenia składek za OC i AC, wtedy trzeba patrzeć na bilans roczny, bo w miesięcznym wyjdzie, że 1000 zł wydajesz na auto, co przecież nie jest prawdą, bo to wydatek jednorazowy 😉

          • Alice Nowicka

            Będę musiała spróbować, ale boje się, że nie wejdzie mi w nawyk wpisywanie wydanych kwot. Muszę przekopać opcje mojego banku, w końcu jest „taki dla młodych”. haha 😀

  • Dorota Kogut

    Spoko, ja kiedyś egzystowalam za 700 zl w ogole i nawet było mnie stać na fajki 😉 Widać, że masz smykalke do zarządzania pieniędzmi 😉

    • Alice Nowicka

      O! No to widzę, że Ty także wiesz jak dzielić hajs by przeżyć od-do! 🙂 Czasami tylko wystarczy częstsze zaglądanie na stan konta i zorientowanie się, czy stać mnie jednak na kupienie biletu na koncert, czy też lepiej zrobić zapas jedzenia. ha! 🙂

  • Cześć! Właśnie jestem przed ogarnięciem 1. pracy, też studiuję dziennie ale na razie zdecydowałam się na 1/2 etatu (80h) ale mogę zmienić to w przyszłości na 3/4 (120h) bo chcę najpierw sprawdzić czy będę miała jak pogodzić to ze studiami. Jak Tobie udaje się studiować dziennie (!) i pracować 130h no i jeszcze dorywczo? Podziel się proszę ze mną jakąś dobrą radą. Pozdrawiam cieplutko!
    (Domyślam się że z czasem jakoś nauczę się dzielić czas pomiędzy pracę i studia i uda mi się!)

    • Alice Nowicka

      Hejo! Nie było łatwo, ale się udawało. Nie chodziłam na wszystkie wykłady, a po zajęciach pędziłam na drugą zmianę do pracy. Chodziłam na wykłady, które były na 8.00, ale z nich się zrywałam, bo o 9.30 zaczynałam pracę. Czasami w planie było tak, że moja grupa miała ćwiczenia w godzinach popołudniowych. Rozwiązywałam to w ten sposób: dogadywałam się w wykładowcami, przepisywałam się do innych grup, chodziłam na ćwiczenia do innej grupy. Z pracą było tak, że gdy kończyłam jedną to czasami leciałam prosto do drugiej. Ta praca dorywcza jest na tyle dobra, że chodzę do niej wtedy kiedy mam na to czas. Po pierwszym roku studiów byłam totalnie wymęczona takim trybem. Wzięłam urlop dziekański, wyluzowałam, nabrałam pewności w tym co chce robić i wróciłam po roku na studia nowo narodzona! Wciąż ciągnę taki tryb, a mimo to czuję się jakbym miałam więcej mocy 🙂 Z 1/2 etatu na luzie pogodzisz sobie z dziennym studiowaniem. Wykładowcy zdają sobie z tego sprawę, że MUSIMY pracować! Ważne jest to, żebyś w pracy powiedziała o tym, że studiujesz i potrzebujesz ułożyć sobie grafik pod swój plan zajęć 🙂 Daj znać pod koniec października jak wygląda sytuacja 😀

Alicja Nowicka

Alicja Nowicka

Mieszka w Gdańsku. Studiuje kulturoznawstwo na Uniwersytecie Gdańskim. Śmiga na ostrym kole. Imprezuje i wydaje na to (chyba) za duży hajs.

czytaj również