MŁODZI PISZĄ O KASIE
0

Tania podróż po Bałkanach [sprawdzone info]

Tomek Uniszewski

Dwie osoby. 2 350 kilometrów samolotami, 2 500 kilometrów autostopem, a na koniec osiem godzin w autokarze. Sześć krajów i trzy tygodnie w podróży. Podsumujmy wakacje życia z perspektywy hajsu!

Plan był z pozoru prosty. Przeżyć autostopową przygodę życia, zobaczyć jak najwięcej w zaledwie trzy tygodnie, muskając powierzchnię kilku krajów bałkańskich i poznawać ludzi. Wszystko możliwie niewielkim kosztem. Jednak z Lepszą Połówką stwierdziliśmy, że przedkładamy świetne podróżnicze doświadczenia nad oszczędność. Czekały nas dwa wspólne tygodnie, a następnie w planach miałem samotny, tygodniowy powrót do Polski.

Na Sarajewo
Do Sarajewa

 

Oszczędność miała mieć postać przede wszystkim unikania płacenia kokosów za noclegi, jedzenie oraz transport. Mieliśmy ze sobą namiot, który niejednokrotnie przydał się zarówno w dziczy, jak i w miejskiej dżungli, a całą wspólną trasę pokonaliśmy stopem i tylko stopem. Jakikolwiek płatny transport był używany wyłączenie w ramach miast, które zwiedzaliśmy oraz samolotu do Splitu oraz (nieplanowanego) lotu z Sofii do Berlina. Ale to tego dojdziemy.

Założyłem budżet na całą wyprawę w wysokości dwóch tysięcy złotych. W tej kwocie chciałem zmieścić wszelkie wspólne wydatki, ale także noclegi i posiłki podczas tygodniowego powrotu z Aten do Polski. Biorąc pod uwagę planowane wydatki po powrocie, optymistycznie założyłem, że z całej podróży przywioze przynajmniej 500 zł. Zaczęliśmy podróż z dwustoma euro w każdej z kieszeni z założeniem, że ma nam wystarczyć do Aten. Prawie się udało 🙂

Akt I: Noclegi

Nasze spanie na Bałkanach przebiegało pod dwoma szyldami: hostele oraz namiot. Noclegi wahały się zatem od zera do piętnastu euro za noc. Między tymi kwotami była cała czereda pośrednich cen. Zdarzało nam się nocować za darmo w starej recepcji kompleksu dla turystów, gdzie ugościł nas Szef Wszystkich Szefów – obdarty i mieszkający w ubóstwie właściciel kilku okolicznych plaż i plantacji owocowych. Było AirBnB i były przepiękne noclegi na dziko w namiocie. Zdarzało się też za 60 zł spać w czterogwiazdkowym hotelu zabookowanym na ostatnią chwilę dzięki pomocy poznanych przypadkiem Niemców. Wciąż żałuję, że nie poszliśmy na żywioł i nie nocowaliśmy w namiocie u kolegi poznanego tamtej nocy menela, który wyglądał na światowego człowieka. Cóż, dopiero uczę się prawidłowego podejścia do przygód na drodze.

Nic nie budzi tak skutecznie, jak ochrona. Lepiej się zabezpieczyć :)
Nic nie budzi tak skutecznie, jak ochrona. Lepiej się zabezpieczyć 🙂

 

Akt II: Jedzenie

Nasze jedzenie zaczynało się od porannych kanapek z salami i chilli popitych rozgazowanym piwem, a kończyło na restauracyjnym standardzie. Zaskakujące jest, jak wiele doskonałego jedzenia otrzymaliśmy w prezencie – od kilku kilogramów papryki, pomidorów i chilli, które towarzyszyło naszym śniadaniom przez tydzień, przez pełne pieczonego mięsa, wszechobecnego ajvaru oraz piwa ucztę pierwszej nocy na Bałkanach, aż po całe kilogramy mandarynek i granatów od Szefa Wszystkich Szefów. Muszę też tutaj poświęcić fragment Albańczykom. Ci ludzie to najbardziej gościnny naród, jaki mieliśmy okazję poznać. Nie wyjdziesz od nich głodny. To pozwoliło nam od czasu do czasu pofolgować sobie i z przyjemnością wcinaliśmy lokalne specjały w miejscowych ristoranach. Były dni ze świeżą wędzoną rybą, ale były i takie spędzone w całości o burku i wodzie. Dopiero około Dubrovnika uświadomiliśmy sobie, że niemal przejedliśmy budżet i nieco zastopowaliśmy wydatki. Udało się powstrzymać apetyty 🙂 A bałkańskie fast-foody mają wszystkie pożądane cechy jedzenia ulicznego – są dobre, tanie i sycące.

Akt III: Transport

Dwóm tygodniom spędzonym razem z moją Drugą Połówką w kwestii kosztów transportu nie mam nic do zarzucenia. Jedyne pieniądze wydane na bilety były biletami autobusowymi w Dubrovniku, Atenach oraz Sarajewie. Poza tym poruszaliśmy się jedynie autostopem, nie bez przygód. Problemy zaczęły się dopiero po pierwszych ośmiuset kilometrach mojego samotnego powrotu do Polski. Okazało się, że Grecy nie lubią Macedończyków na tyle, że w połączeniu z kiepską miejscówką autostopową utknąłem na dwa dni na malowniczej obwodnicy Salonik. Po tym incydencie trzeba było podjąć dość drastyczne działania zmieniające trasę powrotną. Skoro Macedonia i Serbia były nieosiągalne, trzeba było nadłożyć 400 km i dotrzeć do Bułgarii. Stamtąd miałem dwie możliwości: mogłem gnać na łeb na szyję stopem do Budapesztu, by łapać stamtąd Polskiego Busa albo polecieć z Sofii do Berlina, ale za to spędzić dwa dni w stolicy Bułgarii. Wybranie drugiej możliwości było świetną decyzją, której do dziś nie żałuję mimo wydania ponad 300 zł na bilety lotnicze i autobusowe do Polski.

balkany_3
Nawet Filip z nami stopował!

 

Akt IV: Atrakcje

Na pewnych rzeczach niestety ciężko jest oszczędzać: są to atrakcje turystyczne. O ile można odpuścić sobie pewne przereklamowane miejsca, na innych zwyczajnie nam zależy. A państwa żyjące z turystyki potrafią sobie nieźle za nie policzyć. Nie zaskoczę Was pewnie, jeśli powiem, że wydatki zaczynały się od zera, a kończyły na 20 euro za bilet. Z piękniejszych miejsc zwiedzonych za darmo muszę wymienić Počitelj, wodospady Kravice oraz zamek w Blagaju, od którego Hercegowina wzięła swoją nazwę. Do najdroższych, ale wciąż wartych tych pieniędzy, musimy zaliczyć kultowy Akropol – za który stolica Grecji liczy sobie szalone 20 euro za osobę. Pewnych rzeczy jednak nie można sobie odmówić 😉

Świetnym rozwiązaniem, z którego korzystaliśmy w Sarajewie oraz w Sofii, były darmowe Free Walking Tours, które są finansowane jedynie przez nieobowiązkowe datki. Podobnie „free” był spacer śladami „Gry o Tron” w Dubrovniku. Wystarczyło subtelnie podłączyć się pod grupę, zadać parę pytań i wtopić w grupę, by przewodnik zaczął traktowac nas jak swoich. Uniknęliśmy w ten sposób płącenia 25 euro i zobaczyliśmy Królewską Przystań od najbardziej mainstreamowej i popkulturowej strony 🙂

Da się zwiedzać tanio nawet miejsca z drogimi biletami wstępu. Ogromne Muzeum Archeologiczne w Atenach odwiedziłem jako student, studentem nie będąc. Karta Euro26 oraz oczy Kota ze „Shreka” czynią cuda nawet wtedy, gdy jest się facetem 🙂

Najlepsze atrakcje są zwykle darmowe!
Najlepsze atrakcje są zwykle darmowe!

 

Akt V: Dobrzy ludzie

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał tu o rodzinie, która ugościła nas pierwszej nocy kolacją, pomogła znaleźć nocleg i pokazała swoje piękne, górskie miasto. O człowieku, który w Sanktuarium Maryjnym w Medjugorje wcisnął nam dziesięć euro, bo jego syn też jeździ stopem po Australii. O właścicielu gospody, który poczęstował nas darmowym winem tylko dlatego, że na tabliczce autostopowej mieliśmy nazwę jego rodzinnego miasta. O Szefie Wszystkich Szefów, ekscentryku, który jednak bardzo nam pomógł. O Polce, która, zobaczywszy flagę na moim plecaku wcisnęła mi niemal siłą 20 euro w rękę. O mówiącym płynnie po angielsku menelu, który wyszedł z siebie, by nam pomóc i którego trochę wystawiliśmy. Przepraszam 🙁 O wszystkich innych Dobrych Ludziach, których poznaliśmy na drodze.

Nie czytacie tego, ale z całego serca Wam dziękujemy. Dla takich, jak Wy jeździ się w podróż.

Akt finalny: Podsumowanie

Wydałem więcej niż zamierzałem. Przekroczyłem budżet założony przed wyjazdem o 200 zł, co oznacza, że nie przywiozłem ze sobą żadnych oszczędności, a jeszcze musiałem do całej imprezy dołożyć. Plan autostopowego powrotu do kraju nie powiódł się. Przez trzy tygodnie zwiedziałem fascynujący region w najlepszym możliwym towarzystwie. Poznaliśmy całą czeredę świetnych ludzi z wielu krajów świata, od Niemiec aż po Australię, od Nowej Zelandii po Izrael. Próbowaliśmy wędzonego karpia z największego jeziora Bałkanów i oglądaliśmy nad nim wschód słońca. Kąpaliśmy się o północy w najpiękniejszych wodospadach Bośni. Uciekaliśmy przed dzikimi psami na przedmieściach greckich miast. Przeżyliśmy wiele przygód i przeżyjemy jeszcze więcej.

Za nieco ponad 2 000 zł to więcej niż nadto, by powiedzieć: było warto.

Jeśli sami macie jakieś szalone podróże, o których chcecie opowiedzieć, chętnie posłucham 🙂

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej. [EDYCJA 2016/2017]

czytaj również