MŁODZI PISZĄ O KASIE
1
Szwecja

Weekend w Szwecji za 215 zł. Szach-mat, Alicja!

Tomek Uniszewski

Obiecałem jakiś czas temu Alicji, że przebiję „taniością” jej weekendowy wypad do Szwecji za 273 zł. Mission accomplished 😉

Jak już pewnie wiecie, lubię bawić się w tanie podróżowanie i dokładnie taki był zamysł naszego weekendowego city breaka w Sztokholmie. Całkiem sporo patentów z tego artykułu znalazło zastosowanie podczas naszego wypadu. Stolica Szwecji miała być jednym z czterech planowanych na listopad wyjazdów (oprócz niej były Bieszczady, Wrocław i Bruksela), więc budżetowe podejście nie było opcją do rozważenia. Było koniecznością.

Skorzystaliśmy z dłuższego weekendu w Dzień Niepodległości, zaplanowaliśmy więc dwa pełne dni w mieście i kawałeczek niedzieli. Wyszukiwarka lotów w połączeniu z moją niezawodną Lepszą Połówką zaowocowała złapaniem biletów na Skavstę za 40 zł w obie strony. Tanie loty z Polski na to obsługujące tanie linie lotnisko nie są rzadkością, ale jest i jedno małe ale: Skavsta znajduje się 80 kilometrów od Sztokholmu, a busik z lotniska kosztuje miliony monet, czyli bagatela 70 zł w jedną stronę. Do tego lot powrotny w poniedziałek o 8 rano. To co, stopem?

Szwecja

Stopem!

Autostop był podczas wyjazdu głównym środkiem transportu na dłuższe dystanse. Udało się bezproblemowo złapać polskie małżeństwo, które podrzuciło nas do Sztokholmu, po drodze podpowiadając co ciekawsze sztokholmskie atrakcje. Nie było też problemu ze złapaniem podwózki z powrotem do Nyköping, gdzie spędzaliśmy ostatni nocleg przed lotem. Mamy chyba za dużo szczęścia  Miasteczko jest oddalone o 7 kilometrów od lotniska, więc mieliśmy luksus wyboru porannego środka transportu. Padło na autobus za 15 zł, choć i stopa próbowaliśmy.

Po stolicy Szwecji poruszaliśmy się metrem oraz korzystając ze sprawdzonych patentów ekipy Co z tym hajsem 🙂 W większości przypadków staraliśmy się dostosować plan dnia do rozkładu jazdy darmowego autobusu IKEA, który jechał z okolic centrum aż do naszej dzielnicy – Skärholmen. Dosłownie kilka razy tylko kupiliśmy bilety na metro. Warto wiedzieć, że w Szwecji nie funkcjonuje zniżka studencka, a jedynie rabat dla osób poniżej 25 roku życia. Nas niestety nie objęła.

O nocleg zadbaliśmy, korzystając z niezawodnego Couchsurfingu. Znalazł się „host” zarówno na dwie noce spędzone w Sztokholmie, jak i w Nyköping, niedaleko lotniska. Spędziliśmy kilka wieczorów nad planszówkami i na imprezie, a także gotując wspólnie z „hostami” obiady. Za zakupy zwykle odpowiadaliśmy my, odpłacając się w ten sposób za okazaną gościnność. Trzy obiady wyniosły nas w sumie 50 zł na głowę. Udało się uniknąć jedzenia na mieście, szczególnie, że zadbaliśmy o zabranie ze sobą nieco kabanosów i innych specjałów – na nie poszło jakieś 17 zł. Nie mogliśmy jednak nie posilać się kawą podczas długich spacerów po Sztokholmie, na co wydałem ok. 28 zł.

Wizyta w mieście musi oznaczać zobaczenie czegoś ciekawego! Długie spacery ośnieżonymi ulicami przełamaliśmy dwiema wizytami w muzeach. Warto wiedzieć, że wszystkie państwowe muzea w Sztokholmie są darmowe, więc obejrzeliśmy dwa piętra pełne eksponatów w Armémuseum. Większość obiektów oferuje zniżki dla młodych lub studentów, którą często udawało się wyprosić za pomocą tupetu jak taran i niezawodnej karty Euro 26.

Na koniec wydaliśmy po 50 zł na bilet wstępu do miejsca, które było dla mnie głównym powodem wyjazdu do stolicy Szwecji. Chciałem zobaczyć Vasę, doskonale zachowany wrak szwedzkiego galeonu, który po przeleżeniu 333 lat na dnie portu sztokholmskiego został przekształcony w muzeum. Niestety, od pewnego czasu nie można już wejść do środka, lecz i z zewnątrz robi wrażenie. Polecam się wybrać!

vasa

Koszt całego wyjazdu, wliczając bilety lotnicze wyniósł nas po 215 zł na głowę.

Podsumowując, udało się spędzić w Szwecji więcej czasu, zobaczyć więcej i wydać mniej niż moja Szanowna Współblogerka! Czekam na kolejny czelendż!

  • Alice Nowicka

    HAHA! UDAŁO CI SIĘ! 😀
    Odwiedziłam ostatnio Sztokholm…wydałam DUŻO ZA DUŻO ZA DUŻO, ale i tak wydałam mniej niż myślałam haha 🙂

Tomek Uniszewski

Tomek Uniszewski

Typ pozytywnie zakręcony. Podróżuje, tańczy, nurkuje i żyje na maksa, a wszystko to w niedoczasie i "niedokasie". W międzyczasie pracuje w agencji reklamowej.

czytaj również